Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kontuzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kontuzja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 listopada 2013

"People should know when they are conquered"


   Z przykrością muszę oznajmić, że w związku z moją kontuzją rezygnuję ze startu w "Balaton Supermaraton 2014". Nie będę się w stanie przygotować na czas na poziomie, który realnie umożliwiłby mi ukończenie tego morderczego dystansu 195 kilometrów. Dziękuję wszystkim za wiarę w ten projekt, pomoc i okazane wsparcie. Tym samym akcja "Kartka znad Balatonu" zostaje zamknięta, a osoby które wpłaciły pieniążki otrzymają je z powrotem w ciągu najbliższych dni.
Pozdrawiam,
Karol

niedziela, 20 października 2013

VI Katowicki Festiwal Biegowy - Maraton Kukuczki


   To był bardzo ważny start dla mnie, sprawdzian aktualnej kondycji i tego czy kontuzja, której nabawiłem się w poprzednim starcie jest bardzo dokuczliwa i czy pozwoli mi przynajmniej na utrzymanie dobrej formy przez Nordic Walking.

Z Bogusią przed startem
   Zacząłem bardzo spokojnie maszerując za Bogusią Kupibidą, bacznie czekając na reakcję kolana. Na pierwszym okrążeniu dwa razy dość mocno mnie szarpnęło i szczerze mówiąc przeszło mi przez myśl, żeby zejść z trasy ... ale jakoś zmusiłem się do drugiego kółka. Miałem wrażenie, że wraz z upływającymi kilometrami ból zdecydowanie malał ... ale w dalszym ciągu trzymałem się parę metrów za Bogusią.

Kibic nr 1
   Gdy rozpoczęliśmy trzecie okrążenie podszedłem bliżej by móc trochę porozmawiać ... ale mniej więcej w połowie kółka zerknąłem za plecy i zobaczyłem, że Krzysiu Buroszek zbliżył się tak na 5-7 metrów ... więc powiedziałem, że się zrywam i przyśpieszyłem zdecydowanie ... tuż po rozpoczęciu czwartej pętli wymieniłem kijki ... odłożyłem SWIX CT4 (moje pierwsze kije NW), które zostały dzień wcześniej przycięte na 124 cm i miały założone dość ciężkie gumowe końcówki, a wziąłem w dłonie EXEL CURVE PRO leciutkie jak piórko i od razu pomknąłem szybciej ... gdy zobaczyłem, że mam w miarę bezpieczną przewagę około 300 metrów zwolniłem  i kontrolowałem swoje tempo ... na piątym i ostatnim okrążeniu znowu przyśpieszyłem, potem w okolicach 1,5 km zwolniłem, żeby ostatni kilometr przejść naprawdę mocno i szybko. Na metę wszedłem z wielkim uśmiechem (chyba pierwszy raz), ale zdjęcia nie mam ... bo bateria w aparacie padła na 2 minuty przed moim wejściem na linię mety. Start uważam za bardzo udany, był to mój trzeci półmaraton Nordic Walking i trzecie podium na tym dystansie.

Orzeźwienie i wymiana kijków
   Organizacja biegu bardzo dobra, jak to ma miejsce na imprezach nad którymi czuwa August Jakubik, jedyne co mi osobiście nie podeszło do posiłek ... gulasz, który według mnie był bardzo przeciętny.
Mimo, że czas nie był zbyt dobry 02:37:19 to jestem bardzo zadowolony z wyniku, to zwycięstwo było mi bardzo potrzebne, bo po ostatnich słabszych występach morale nie były na takim poziomie na jakim być powinny. Teraz kilka dni odpoczynku i w następny weekend czekają mnie kolejne starty Nordic Walking.

Upragnione podium
Zwycięski zestaw 

niedziela, 13 października 2013

Köln Marathon - dzień trzeci


Dzień rozpoczął się zgodnie z planem ... pobudka o 7:00, śniadanko, powrót do pokoju, godzinka drzemki :-) O godzinie 10:00 razem z Marcinem i Magdą udaliśmy się na start. Wszystko przygotowane perfekcyjnie, trasa i miejsce startu doskonale zabezpieczone, duże szatnie, kilka ciężarówek przygotowanych na przyjęcie depozytu i przetransportowanie go na metę. Do tego tysiące biegaczy, bardzo duża liczba zawodników startująca na rolkach, zawodnicy HandBike, dzieci ze szkół przygotowane do sztafety maratońskiej ... i niezliczona ilość kibiców. Około godziny 11:00 zaczynamy się z Marcinem powoli przedostawać do naszej strefy startowej, Magda zostaje z aparatem na wcześniej wyznaczonej pozycji :-).


Poszukiwanie najlepszych miejsc do robienia zdjęć

Punktualnie o godzinie 11:30 rozpoczyna się odliczanie i następuje start Köln Marathon ... dotarcie do linii startu zajmuje nam około 12 minut ... włączam zegarek i zaczyna się mój drugi maraton ... plan jest ambitny, zamierzam poprawić swój czas, który uzyskałem rok temu we Wrocławiu o godzinę, jestem na to kondycyjnie i psychicznie przygotowany ... 03:30 - 03:35 jest w zasięgu.




Pierwszy kilometr 5:05, drugi 5:02 i tak cały czas w okolicach 5:00 - 5:05 ... aż do momentu gdy znajduję się na wysokości tabliczki informującej o dziewiątym kilometrze ... nagłe gwałtowne szarpnięcie po zewnętrznej stronie lewego kolana ... jest tak bolesne, że na chwilę muszę się zatrzymać i usiąść ... mijający biegacze pytają się czy wszystko ok ... kiwam twierdząco głową, sięgam do kieszonki po tabletki przeciwbólowe ... podnoszę się i niepewnym krokiem ruszam dalej ... na 10 km patrzę na zegarek 00:51:47, nie jest źle ... zaczynam mieć nadzieję, że to może tylko jakiś przejściowy ból ... ale 100 metrów dalej okazuje się, że tak naprawdę to koniec na dzisiaj z poważnym bieganiem ... ból wraca ze zdwojoną siłą i to co dzieje się w mojej głowie jest naprawdę trudne do opisania ... zdecydowanie zwalniam, starając się oswoić z bólem ... na połówce mam czas 01:53:31, co jest czasem całkiem przyzwoitym ... gdzieś w głowie zaczyna się tlić nadzieja ... jak się nie pogorszy to chociaż 4 godzinki złamię. I tego się trzymam aż do 30 km ... gdzie kolano postanowiło powiedzieć STOP ... zerkam na zegarek ... 02:48:56 ... dzieje się najgorsza możliwa rzecz ... staję, wiem że to już jest koniec ... kilka minut na pozbieranie myśli i zaczynam powolny marsz. Okazuje się, że podczas marszu kolano prawie wcale nie boli, więc przyśpieszam ... mijają mnie kolejni biegacze, a ja mijam kolejne tabliczki wyznaczające przebyte kilometry. Momentami zapominam o kontuzji i zaczynam biec, ale za każdym razem taki zryw kończy się po 200 - 300 metrach i znowu przechodzę do marszu i bramkę wyznaczającą 40.7 km mijam z czasem 04:15:53 ... zostało ostatnie 1.5 km ... przechodzę w bolesny trucht by nie przechodzić przez linię mety, a bez względu na wszystko przez nią przebiec ... i to się udaje, wbiegam na metę, zegar pokazuje 04:27:12 ... dostaję medal, ale w pierwszym momencie mnie on nie cieszy, jestem wściekły na moją nogę, na to, że nie wyszło wszystko tak jak planowałem, czuję totalną bezsilność ... podchodzę do barierki ochronnej, opieram się o nią, daszek z czapki opuszczam na oczy i pozwalam sobie na moment słabości, by łzy oczyściły mnie z tych negatywnych emocji. I tak mija ... chyba z 5 minut ... głębokie oddechy, wyciszam się, jest mi zdecydowanie lepiej ... zaczynam się cieszyć tym co się wydarzyło, ukończyłem swój drugi maraton, mimo wszystkich przeciwności, kontuzji, moja wola walki i chęć pokonania czy raczej przetrwania dystansu okazała się silniejsza od wszystkich przeciwności.


Ostatnie metry
Takie tłumy kibiców były na całej trasie

Kibice byli obecni na całej trasie biegu, wyglądali i pozdrawiali biegaczy z okien swoich mieszkań, ustawiali głośniki z muzyką, całymi rodzinami spędzali dzień przed domami na kibicowaniu, pozdrawiali nas z ogródków letnich przy restauracjach, częstowali piwem, rozkładali grille, było kilkanaście bardziej zorganizowanych grup, zespoły muzyczne, bębniarze taiko. To było coś niesamowitego, z taką atmosferą nie spotkałem się nigdy wcześniej na żadnym biegu i muszę przyznać, że jest to bardzo motywujące, dzięki tak wspaniałym kibicom można znaleźć w sobie dodatkowe pokłady energii i dać z siebie jeszcze więcej na trasie.

Jedna z wielu kapel przygrywających biegaczom

Chciałem również bardzo serdecznie pogratulować Marcinowi Stańczykowi, który był drugim reprezentantem naszego miasta, a dla którego był to pierwszy maraton. Ukończył go w świetnym stylu łamiąc w debiucie barierę 4 godzin. Gratulacje!


Marcin na 30 sekund przed zostaniem Maratończykiem

Köln Marathon był wspaniałą przygodą, chciałem tutaj podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego wyjazdu: Urzędowi Miasta Katowice za zorganizowanie konkursu i za to, że to właśnie mnie wybrali jako reprezentanta Katowic. Podziękowania składam również na ręce Marcina Stańczyka i Magdaleny Płazy za wspaniałe towarzystwo podczas tego wyjazdu, dla Moniki Winkler za niezapomniany wyjazd do Wisły :-) oraz dla Agnieszki Pilawskiej za wspólne treningi i plany treningowe, których bardzo starałem się przestrzegać :-) Ukłon należy się również sponsorowi SklepBiegacza.pl za przygotowanie stroju sportowego oraz dla Centrum Diagnostyki Sportowej "Diagnostix" za przeprowadzenie wyczerpujących testów.


Kiepski czas Tato, ale medal dobry :-)

Specjalne podziękowania dla mojej kochanej żony Kasi i syna Kajusa za wsparcie  podczas przygotowań i za kibicowanie, buziaki dla mojej mamy i siostry, które były chyba bardziej przejęte tym wyjazdem niż ja :-) ale dzielnie to zniosły. Dziękuję również za ogromne wsparcie od moich znajomych na Fejsbuku i poza nim, za ogrom sms-ów (przepraszam, ale nie byłem w stanie na wszystkie odpowiedzieć). 

Dziękuję za tę wspaniałą przygodę!!!