wtorek, 2 września 2014

MMPNW


"Międzynarodowe Mistrzostwa Polski Nordic Walking" - Złotoryja 2014
Musicie przyznać, że nazwa imprezy jest bardzo poważna, kojarzy się z prestiżem, organizacyjną perfekcją, śmietanką polskich zawodników i gośćmi z zagranicy.
Ale czy jest tak naprawdę? Chyba jednak nie do końca.
Po przyjeździe udaliśmy się do biura zawodów, mała kolejka, ale wszystko przebiega sprawnie, pakiety odebrane.

Sylwia i Bogusia

Przyszedł czas na rekonesans trasy, która, tak jak to miało miejsce w zeszłym roku, była bardzo trudna technicznie: fragment kostki brukowej, parę metrów piachu, kamienie, leśne ścieżki, mocne podejście, strome zejście po śliskiej trawie... Ale tak właśnie powinna wyglądać trasa na mistrzowskiej imprezie, by zawodnicy mogli sprawdzić się na każdej nawierzchni. Oznaczenie i zabezpieczenie trasy na dobrym poziomie. Na trasie były również bardzo sprawnie działające dwa punkty odżywcze: woda, banan, arbuz, czekolada. Wolontariusze w tych punktach fajnie dawali sobie radę.

Dokarmianie na trasie :-)

Po rozpoznaniu zrobiliśmy małą rozgrzewkę i zawodnicy, którzy wybrali dystans 5 i 10 km oraz osoby niepełnosprawne udali się na miejsce startu.
Tutaj na chwilę się zatrzymam. Tak ustalona kolejność startu 9:30: 5 i 10 km oraz niepełnosprawni, a dopiero o godzinie 11:30 zawodnicy na dystansie 20 km (potencjalnie w największym upale), to było totalne nieporozumienie i niepotrzebnie wydłużało całą imprezę. Osoby, które ukończyły swój marsz na dystansie 10 km (około godziny 11:00) musiały czekać, aż do 15:00 na zamknięcie trasy i do 16:00 na dekorację!  Co mnie jeszcze zaskoczyło to wspólny start, bez stref z podziałem na kategorie (standard poważnych imprez).

Start

Wrócę jeszcze do startu 5 i 10 km oraz osób niepełnosprawnych... Start 5 km, chwilę potem niepełnosprawni i następnie 10 km! No kurde! Wszystko dokładnie na odwrót... Gdy ruszyło 10 km, to po kilku minutach uderzyli w grupę niepełnosprawnych i trzeba było ich wymijać poboczem, kombinować, żeby kogoś nie potrącić, a wystarczyło wypuścić na początek zawodników na 10 km (najszybsza grupa), minutę później 5 km, a następnie niepełnosprawni i wtedy nikt nikomu by nie przeszkadzał.


Półmetek

Sędziowanie... Podobało mi się to, że było sporo sędziów na trasie i, że nie bali się dawać kartek, które skutkowały karami minutowymi... Wszystko super, ale co z tego, że sędziowie dawali kartki, biegaczom zbierały się karne minuty, jak wystarczyło po zakończeniu zawodów iść do organizatorów, trochę pomarudzić i kary były anulowane. Porażka, podważanie kompetencji sędziów, którzy naprawdę się starali. Sytuacja: stoimy na linii startu/mety i kibicujemy zawodnikom na dystansie 20 km, przechodzi obok nas, a raczej przebiega jeden z zawodników... Kilka osób podnosi głos i pokazuje rękoma, że miało miejsce złamanie przepisów... Dostaje 60 sekund kary, ale po przyjściu na metę idzie z pretensjami do organizatorów i mówi "nie podbiegałem, wszystkim się wydawało", kara zostaje anulowana i zawodnik przesuwa się w klasyfikacji z 3 na 2 miejsce.

Już na mecie z Mariolą

Czego mi brakowało jeszcze w całej tej imprezie?
Skoro "Międzynarodowe Mistrzostwa" to fajnie gdyby ktoś z zagranicy się zjawił, brakowało także zaplecza socjalnego, szatni, pryszniców, dodatkowych toalet. I sam posiłek regeneracyjny w postaci jednej łyżeczki bigosu, który można było skończyć 30 sekund po jego otrzymaniu, zanim nawet zdążyłem się zastanowić, gdzie by tu można usiąść i go zjeść (170 zawodników, a tu 4 stoliki i parę krzeseł).

Mini bigos

Dalej: brak jakichkolwiek nagród (oprócz pucharku), dla osób na podium oraz niezrozumiałe godziny startów na poszczególnych dystansach i podważanie decyzji sędziów.

Bogdan, nasz Wielki Mistrz po zwycięstwie na dystansie 10 km

Podsumowanie... Impreza ma potencjał, ale organizatorzy powinni dobrze wysłuchać zawodników i poprawić parę rzeczy, z tych które wymieniłem powyżej. Bo na dzień dzisiejszy to nie ma we mnie ekscytacji na myśl o przyszłorocznej wycieczce do Złotoryji.

Trofea

No i najważniejsze! Wyniki SILESIA NORDIC TEAM! Wszyscy wywalczyliśmy miejsca na podium!

10 km

Bogdan - I miejsce kat. M40
Kasia - II miejsce kat. K18
Karol - II miejsce kat. M30

20 km

Bogusia - II miejsce kat. K50
Sylwia - II miejsce kat. K30
Rafał - II miejsce kat. M40
Adam - II miejsce kat. M30
Marcin - III miejsce kat. M30

SILESIA NORDIC TEAM

Wyniki zawodów, w których braliśmy udział w niedzielę.

Medal z Blachowni

Mistrzostwa Makroregionu Śląskiego "Przełajowa Ósemka", Blachownia

Bogdan - 2 miejsce OPEN (2 miejsce kat. wiekowa)

Adam - 9 miejsce OPEN (5 miejsce kat. wiekowa)

III Marsz Nordic Walking "Chodzę, Bo Lubię", Bielsko - Biała

Marcin i Kasia

Kasia - 1 miejsce w kat. wiekowej
Marcin - 1 miejsce w kat. wiekowej

"Crossowe Grand Prix Jury - Lato", Bobolice

Na zdrowie!

Karol - 2 miejsce OPEN

I na koniec wisieńka na torcie, przygoda Kasi ze startu w Bielsku: "Mój Exel dzisiaj zwiedził ścieki... Utknął mi w kratce studzienki 20 m przed metą, wypiął się, zawirował i wpadł do środka. Jakiś metr poniżej kraty... Chyba przebiłam wszystkie spektakularne wejścia na metę (połowa organizatorów imprezy się rzuciła go ratować, 15 min. grzebali, ale się udało)".

Pozdrawiam, Karol

niedziela, 24 sierpnia 2014

Śląsk podbija Wielkopolskę


Połowa składu SILESIA NORDIC TEAM wybrała się na drugie i zarazem kończące cykl Pucharu Wielkopolski zawody do Śremu. Jechaliśmy ze świadomością, że po pierwszym starcie w Wągrowcu jesteśmy zdecydowanymi faworytami do wygrania cyklu. I nie zawiedliśmy!

Bogusia, Bogdan i Ja

Bogdan i ja wygraliśmy swoje kategorie na dystansie 10 km, Adam wygrał na 5 km, Kasia zajęła drugie miejsce na tym samym dystansie. Bogusia była czwarta na 10 km, ale nie musiała się gonić, bo miała dużą przewagę punktową po pierwszym starcie.
Taki występ sprawił, że razem z Bogusią, Adamem i Bogdanem zostaliśmy zwycięzcami Pucharu Wielkopolski! Kasia zajęła niestety najgorsze możliwe czwarte miejsce.

Natural Born Winners

Dotychczas zawody zaliczane do klasyfikacji generalnej Pucharu Polski odbyły się bez większych wpadek. Tym razem jednak miały one miejsce, w sumie były to raczej śmieszne szczegóły niż jakaś wielka wtopa.
Po pierwsze torba, w której otrzymaliśmy nagrody... Family Nordic Walking Cup 20111

Rocznik 2011

Po drugie jedną z nagród była taka oto gazeta.

Obowiązkowa lektura każdego szanującego się kijkarza

I trzeci, chyba najzabawniejszy szczegół... niby Wielkopolska, ale jakaś afrykańska :-)

Puchar Wielkopolski z mapą Afryki

Pomimo tych zabawnych wpadek organizacja całego cyklu Pucharu Wielkopolski była bardzo udana, szczególnie, że był to debiut tej imprezy. Atmosfera była zdecydowanie odmienna od tej panującej na Pucharze Polski: pełen luz, dużo dobrej zabawy i jeszcze więcej śmiechu. Może w przyszłym sezonie znowu się tutaj zjawimy.

Bogdan na mecie

W czasie, gdy my szaleliśmy na trasie w Śremie, Rafał i Marcin udali się do Brennej, gdzie wzięli udział w zawodach "Maszeruj z Nami". Obaj dali czadu i zajęli drugie miejsca w swoich kategoriach wiekowych.

Marcin i Rafał

Ale to jeszcze nie koniec soboty!
Kajus z mamusią spędzili przedpołudnie w Parku Śląskim, gdzie uczestniczyli w "VI Biegu do Słońca" na dystansie 10 km. Brawo!

Kajus z pucharem i nagrodą dla najmłodszego zawodnika

Po tak wspaniałej sobocie przyszedł czas na niedzielę.

Adam, Bogdan i Marcin pojechali do Zawoji na cykl "Perły Małopolski". Po niezwykle zaciętej walce Marcin wygrał marsz na dystansie 3 km. Natomiast Adam i Bogdan zmierzyli się z niezwykle wymagającą 10 km trasą i zajęli kolejno piąte, i drugie miejsce!

Ja z Kajusem i żonusią udaliśmy się do Parku Śląskiego na "Gryfny Bieg".

Rodzinna sweet focia

Na miejscu spotkaliśmy jeszcze Kasię z naszej drużyny. Tutaj niestety deszczowa pogoda pokrzyżowała plany tego kolorowego biegu, ale i tak dotarliśmy do mety szczęśliwi i kolorowi.

Kolorowa Kasia

To był bardzo udany weekend! Teraz czas na regenerację i odpoczynek, bo już w sobotę startujemy w Międzynarodowych Mistrzostwach Polski Nordic Walking w Złotoryji.


niedziela, 17 sierpnia 2014

"I Bieg Nocny Nordic Walking"


Na tę imprezę wybrałem się razem z Kasią Marondel i jej tatą (dopisać imię), który rozpoczyna swoją przygodę z Nordic Walking. Pogoda nie nastawiała nas zbyt optymistycznie, w ciągu dnia było sporo opadów, a i wieczorem, gdy dojeżdżaliśmy na miejsce po godzinie 20:00 zebrały się gęste czarne chmury. Mieliśmy tylko jedno życzenie, by nie padało podczas startu (i tak też się stało, deszcz ustąpił na 30 minut przed startem).
Na miejscu szybko odebraliśmy numery startowe, zrobiliśmy szybką rozgrzewkę, włączyliśmy czołówki i stanęliśmy na linii startu. Punktualnie o godzinie 21:00 na trasę wyruszyli biegacze, a 2 minuty później kijkarze. Już po 200 metrach, gdy weszliśmy na leśną ścieżkę wiedziałem, że będzie zabawnie. Przez gęste chmury było bardzo ciemno, do tego wszechogarniająca mgła, całe światło z czołówki zamieniała w plamę mleka przed oczami. Do pełnego ubawu trasa była mocno namoknięta, dużo kałuż, jeszcze więcej błota. Ale organizatorzy świetnie oznaczyli trasę opaskami odblaskowymi, umieszczając je wzdłuż trasy na drzewach oraz na wystających z ziemi korzeniach drzew.
Ogólnie całość zawodów była świetnie zorganizowana: zabezpieczenie trasy, ładny medal, małe kieszonkowe pucharki, które bardzo się wszystkim podobały, na mecie pyszna kiełbaska z grilla i dla chętnych butelka piwa. Cieszę się, że wziąłem udział w tych zawodach i postaram się być częściej w Krostoszowicach.

Z Kasią Marondel

Ku naszemu zadowoleniu Kasia zajęła II miejsce w swojej kategorii, a ja po zaciętej walce do ostatnich metrów z Piotrem Niechwiejczykiem, stanąłem na najwyższym stopniu podium, trzecie miejsce zajął Marcin Oleksiuk.
Gratuluję wszystkim, którzy wyszli zwycięsko w pojedynku z tą trudną trasą! Nie było łatwo, ale zabawa była przednia.


Medal i pucharek z Krostoszowic

Bardzo mnie taki wynik cieszy, gdyż był to mój drugi start tego dnia, wcześniej wziąłem udział w "Biegu Powstań Śląskich" razem z Kajusem w wózeczku na dystansie 10 km.

Bieg Powstań Śląskich

I ten bieg zakończył się dla mnie dość pechowo, gdyż odnowiła mi się stara kontuzja, przeklęty zespół pasma biodrowo - piszczelowego. Na szczęście podczas marszu z kijami nie jest to aż tak bardzo odczuwalne, ale o bieganiu mogę na razie zapomnieć.

Z Kajusem przed startem

Jakby było mi jeszcze mało, w niedzielę wybrałem się na Panewnicki Dziki Bieg, ale na trzecim okrążeniu zabrakło mi kompletnie sił więc zakończyłem swój marsz. Ostatecznie wystarczyło to na ósme miejsce OPEN i pierwsze wśród osób idących trzy okrążenia o łącznej długości 14,646 km. Muszę się powstrzymać następnym razem od trzech startów w ciągu 24 godzin - jest zdecydowanie zbyt mało czasu na regenerację.

Dzik

Przede mną treningowo delikatny tydzień, skupię się głównie na walce z kontuzją, by możliwie w najlepszej formie wystartować w sobotnich zawodach.

Pozdrawiam i do zobaczenia na trasie!